Menu

Europejskie wiadomości bez granic. W Twoim języku.

Menu
×

Ucieczka w popłochu

Przed przemówieniem o stanie państwa z 7 marca zwolennicy Bidena byli przerażeni. Mieli ku temu wszelkie powody.

Ocena aprobaty prezydenta spadła z 42% do fatalnych 38%, nawet niższych niż byłego prezydenta Trumpa przed zamieszkami z 6 stycznia. Stanowisko Bidena w sprawie konfliktu Izraela z Gazą traciło poparcie lewego skrzydła jego partii. Specjalny doradca Departamentu Sprawiedliwości prowadzący dochodzenie w sprawie postępowania Bidena z dokumentami niejawnymi nazwał go „starszym mężczyzną o słabej pamięci”. Z każdą sprawą sądową toczącą się przeciwko Trumpowi – w zeszłym miesiącu przegrał decyzje skutkujące grzywnami dla stanu Nowy Jork w wysokości 453 milionów dolarów i dla pisarki E. Jean Carroll w wysokości dodatkowych 85 milionów dolarów – jego zwolennicy stawali się coraz bardziej oddani, a jego kontrola nad Partią Republikańską bardziej żelazna.

Z każdym dniem 81-letni Joe Biden stawał się coraz starszy.

Atmosfera w Izbie Reprezentantów 7 marca była napięta i przeciwstawna. Demokraci i Republikanie prawie nie utrzymywali ze sobą kontaktów towarzyskich, co zwykle nie ma miejsca: Senatorowie i przedstawiciele podczas przemówienia SOTU podejmują przynajmniej symboliczny wysiłek, aby wyglądać kolegialnie. Demokratki ubrały się na biało jak sufrażystki, aby wesprzeć prawa reprodukcyjne, które zostały utracone przez uchylenie Roe v. Wade; republikanki nosiły guziki z imieniem „Laken Riley”, młodej pielęgniarki, która została zabita tego ranka przez nieudokumentowanego imigranta.

Przemówienie miało więc większą wagę niż zwykle. Wszyscy wiedzieli, że to, co powiedział prezydent, ma mniejsze znaczenie niż sposób, w jaki to powiedział. Być może bardziej niż jakiekolwiek inne przemówienie w karierze Bidena, to będzie kwestią optyki, reflektorem na nieuniknione porównania do jego rywala w nadchodzącym wyścigu prezydenckim: Kto wygląda młodziej? Kto wygląda na silniejszego?

Biden wyszedł walczyć. Pierwsze minuty jego 68-minutowego przemówienia były najbardziej polityczne i najskuteczniejsze. Nazywając Trumpa „moim poprzednikiem”, a nie odnosząc się do niego po imieniu, utrzymywał, że były prezydent „ukłonił się rosyjskiemu przywódcy” w swoim lekceważeniu sprawy ukraińskiej, a „6 stycznia … stanowił największe zagrożenie dla demokracji od czasów wojny secesyjnej”.

Reszta przemówienia była bardziej zgodna ze zwykłymi parametrami: lista osiągnięć administracji i imponujące propozycje przyszłych przepisów, które nie mają szans na przejście przez zaciekle podzielony Kongres. Ale optyka przeważyła nad treścią. Ostatnia godzina była niczym innym jak telewizyjnym testem wytrzymałościowym przed 32,8 milionami sceptyków: Czy prezydent był w stanie przemawiać tak długo, by nie być zmęczonym lub zdezorientowanym? Czy wątpliwości dotyczące jego zdrowia, kompetencji i wieku były uzasadnione czy przesadzone?

Jeśli ulga na twarzach komentatorów telewizyjnych była jakąkolwiek wskazówką, Biden poradził sobie lepiej niż oczekiwano: wyglądał na wystarczająco energicznego, aby utrzymać go z dala od domu spokojnej starości w dającej się przewidzieć przyszłości. Ale czy ulga trwała dłużej niż kilka godzin – lub czy przemówienie rozwiało wątpliwości opinii publicznej – to zupełnie inna sprawa.

*

Kilka kwestii, które pojawiły się lub nasiliły w ciągu ostatniego roku, również przyczyniło się do fatalnych ocen poparcia Bidena.

Choć większość obywateli USA nadal popiera wsparcie militarne dla Ukrainy, ostatnie sondaże Gallupa i NBC wskazują, że wielu uważa, że powinno istnieć ograniczenie czasowe; w ciągu ostatnich kilku miesięcy Republikanie zablokowali ustawy dotyczące alokacji nowych funduszy. J.D. Vance, senator pierwszej kadencji z Ohio, który szybko staje się najbardziej wyrazistym ze zwolenników Trumpa, zajął publicznie stanowisko, że nawet ogromne wsparcie nie wygra wojny; że Zachód po prostu nie może dorównać produkcji rosyjskiej amunicji i broni, a negocjowane porozumienie jest nieuniknione. Jest to złowieszczy pogląd, który po cichu zyskuje na popularności i możemy spodziewać się, że usłyszymy go z ust Trumpa w nadchodzącej kampanii.

Stanowisko Bidena w sprawie południowej granicy USA jest jeszcze bardziej chwiejne.

W pierwszych miesiącach urzędowania prezydent poluzował bardziej drakońskie przepisy graniczne Trumpa i wstrzymał budowę muru. Nielegalna imigracja wzrosła do średnio 2 milionów rocznie, a gubernatorzy Teksasu i Florydy zaczęli wysyłać autobusy i samoloty z nieudokumentowanymi imigrantami do miast-sanktuariów, takich jak Nowy Jork i Chicago. Z kolei burmistrzowie tłumnie przybyli do Waszyngtonu, by apelować o fundusze federalne – których nie otrzymali. Napięcia pojawiły się nawet wśród frakcji sympatyzujących z nieudokumentowanymi imigrantami, a Biden zaczął się wycofywać.

To był najbardziej widoczny błąd w kadencji prezydenta. Gdy Biden się wahał – zbudował małą część planowanego przez Trumpa muru – prawicowe media wyprodukowały filmy przedstawiające imigrantów przecinających drut kolczasty na przejściach granicznych. Kiedy prezydent w końcu zebrał dwupartyjne poparcie dla ostrzejszej ustawy granicznej, Trump poinstruował republikańskich senatorów, aby głosowali przeciwko niej. Teraz obie strony mają błoto do obrzucania się nawzajem: Biden wezwie Republikanów do podważenia ustawy, której się domagali, Republikanie będą zarzucać prezydentowi, że był „słaby” w sprawie imigrantów, dopóki nie zobaczył, że opinia publiczna jest przeciwko niemu.

Wszystko to pojawiło się w przemówieniu o stanie państwa. Ubrana w jaskrawoczerwony strój MAGA, Marjorie Taylor Greene, skrajnie prawicowa reprezentantka z Georgii, wykrzyczała imię zamordowanej pielęgniarki. Później, w telewizyjnej republikańskiej odpowiedzi na przemówienie, senator z Alabamy Katie Britt usiadła przy swoim „kuchennym stole”, płacząc krokodylimi łzami za wszystkie matki, które obawiają się, że ich dzieci zostaną zaatakowane przez nieudokumentowanych imigrantów. (Jej występ został później parodiowany genialnie przez Scarlett Johannson w Saturday Night Live.)

Konflikt Izrael-Hamas jest kolejnym obszarem, w którym amerykańska opinia jest głęboko podzielona, tym razem ze względu na wiek: większość starszych wyborców popiera Izrael, podczas gdy wyborcy poniżej 45 roku życia popierają Palestynę. Jak powiedział jeden z komentatorów radiowych: „Dla starszego pokolenia Izrael jest Dawidem; dla młodszego pokolenia – Goliatem.”

Biden ma więc wąskie pole do popisu.

W dniach bezpośrednio po masakrze z 7 października, prezydent zajął swoje zwykłe, zdecydowane stanowisko wspierające Izrael. Ale gdy liczba ofiar palestyńskich wzrosła, a umiejętności negocjacyjne administracji okazały się mniej niż skuteczne, Biden przeszedł na „centrowe” stanowisko, które obecnie nikomu się nie podoba.

W przemówieniu SOTU próbował zrównoważyć potępienie ataków Hamasu krytyką izraelskiej reakcji i ogłosił budowę mostu pontonowego na wybrzeżu Gazy. Ale szkody zostały już wyrządzone. W zeszłotygodniowych prawyborach Demokratów 20% wyborców w Minnesocie i 13% w Michigan zagłosowało jako „niezaangażowani” w proteście przeciwko polityce Bidena wobec Izraela i Gazy. Prezydent desperacko potrzebuje tych głosów w listopadzie; w 2020 r. zdobył większość głosów elektorskich w obu stanach, ale tylko niewielką przewagą. Jest bardzo możliwe, że duży odsetek tych „niezaangażowanych” wyborców całkowicie zrezygnuje z wyborów prezydenckich.

Co zaskakujące, Trump milczy na temat wojny – z wyjątkiem stwierdzenia, że może ją zakończyć w ciągu 24 godzin.

*

Co prowadzi nas do słonia w pokoju – nie dokładnie Trumpa lub jego polityki, ale poczucia, że nieodparta fala niesie kampanię Trumpa do przodu i nikt nie może nic zrobić, aby ją zatrzymać.

Rozważmy wyniki sondażu przeprowadzonego pod koniec lutego przez New York Times/Siena, w którym 48% uczestników stwierdziło, że poparłoby Trumpa na prezydenta, podczas gdy tylko 43% było za Bidenem. Tylko 83% osób, które poparły Bidena w 2020 roku, zagłosowałoby na niego w 2024 roku, podczas gdy 97% zwolenników Trumpa w 2020 roku zagłosowałoby na niego ponownie. Tylko jeden na czterech wyborców uważał, że kraj zmierza we właściwym kierunku. Mimo że bezrobocie w USA spadło do 3,1%, płace wzrosły, giełda osiągnęła nowe szczyty, a inflacja spadła do 3,7% ze szczytowego poziomu 8,5%, większość Amerykanów uważa, że gospodarka jest w złej kondycji; uporczywie wysokie ceny żywności mogą okazać się głównym czynnikiem w wyborach w 2024 roku. Tylko 23% jest „podekscytowanych” Bidenem, podczas gdy 46% mówi to samo o Trumpie; 32% jest niezadowolonych lub złych na Bidena jako szefa jego partii, podczas gdy tylko 18% jest niezadowolonych z Trumpa.

Na osiem miesięcy przed wyborami, statystyki takie jak te – pomimo wszystkich ich ograniczeń – są niepokojące

Co robił Trump przez ostatnie kilka miesięcy? Kiedy nie występował w jednym lub drugim postępowaniu sądowym – obecnie ma przeciwko sobie 91 zarzutów popełnienia przestępstwa w czterech różnych sprawach – były prezydent prowadził kampanię przeciwko swoim głównym rywalom Ronowi DeSantisowi i Nikki Haley, których oboje pokonał zdecydowanie we wszystkich prawyborach partii republikańskiej z wyjątkiem jednego. Podczas gdy sondaż New York Times/Siena wskazał na brak poparcia wśród wyborców z przedmieść i osób z wyższym wykształceniem, Trump zyskał na sile wśród czarnoskórych i latynoskich wyborców, a zwłaszcza wśród kobiet – okręgów wyborczych, na których Demokraci mogą polegać jeszcze w wyborach w połowie kadencji w 2022 r.

Niezależnie od tego, czy fala Trumpa jest nieunikniona – i pomimo zastrzeżenia, że wyrok karny przeciwko niemu może zmienić całe oblicze wyborów – faktem jest, że Demokraci stracili kontakt ze swoją bazą, a Trump był w stanie utrzymać swój wizerunek jako głos narodowego niezadowolenia. Im mniej mówi o rzeczywistej polityce, tym lepiej. W pierwszej kadencji Trumpa jego polityka nie była niczym więcej niż populistycznym izolacjonizmem i pragmatyzmem zorientowanym na biznes.

Fakt, że obalenie przemówienia SOTU przez senatora Bretta nie zawierało absolutnie żadnej wzmianki o Trumpie sugeruje, że jego polityka, a nawet jego fizyczna obecność, nie są kluczowe dla jego reelekcji. (Możliwe, że ominie on debaty prezydenckie, tak jak ominął republikańskie prawybory). Wydaje się, że miliony ludzi nie chcą Trumpa, ale jego mema – „silnego mężczyzny” wyrażającego niewypowiedzianą wściekłość.

Nie jest jasne, jak powinni zareagować Demokraci. Logika i recytacja politycznych osiągnięć nie zadziałają. Nawet jeśli niektóre z ustaw, które Biden przeforsował w Kongresie, przyniosły bezpośrednie korzyści zwolennikom Trumpa, to nie tak postrzegała je ta grupa. Czy jakiekolwiek podejście może zmienić umysły tak zatwardziałych wyborców, a jednocześnie odwołać się do 10% „niezdecydowanych” wyborców z przedmieść, wykształconych w college’u, z których wielu to umiarkowani republikanie odpychani przez Trumpa?

Chociaż Biden mógł zdać test stresu w przemówieniu SOTU, jego zwolennicy będą i powinni pozostać bardzo, bardzo przestraszeni.

Go to top