Historia kobiet
Po raz pierwszy zetknąłem się z książką Carroll Smith-Rosenberg „Kobiecy świat miłości i rytuału” w 1978 roku. Miałem dwadzieścia lat i byłem studentem Yale. Asystentka przekazała mi tę książkę, gdy spotkałam się z nią po zajęciach: miałam napisać pracę, a mój umysł był pusty. Powiedziała, że istnieje coś takiego jak „historia kobiet”, która jest tak nowa, że nie ma jeszcze kursów na ten temat. Następnie zasugerowała, abym napisała pracę, korzystając z pamiętników przechowywanych w bibliotece uniwersyteckiej, osobistych zapisków dziewiętnastowiecznych kobiet, które podróżowały do Kalifornii szlakiem Oregon.
Byłam studentką anglistyki i nigdy nie byłam w archiwum. Ale częściowo dorastałem na amerykańskim Zachodzie, więc moje zainteresowanie było duże. Tej nocy przeczytałem artykuł Smitha-Rosenberga i pomyślałem: Mogę to zrobić. Na pięciu stronach. Po części była to pycha pewnego siebie studenta, który dosłownie nie miał pojęcia, o czym mówi. Ale było to również spowodowane przejrzystością prozy Smith-Rosenberg, klasyczną strukturą jej argumentacji i historią, którą opowiedziała. Następnego dnia pojechałem do Biblioteki Beineke, nowoczesnego marmurowego pudełka w centrum neogotyckiego kampusu. Przyjazna archiwistka (pierwsza z wielu, które umożliwiły mi karierę przez następne cztery dekady) przyniosła mi te dokumenty, część ogromnej kolekcji Coe Western History. Powiedziała mi, że jestem pierwszą osobą, która kiedykolwiek o nie poprosiła, co jest dziś prawie niewyobrażalne w tej dziedzinie.
Tamtego popołudnia po raz pierwszy doświadczyłem uczucia, które powraca z taką samą intensywnością za każdym razem, gdy rozpoczynam pracę w archiwach: dreszczyku emocji związanego z czytaniem prywatnych myśli innych ludzi.
Ale jak mógłbym nadać sens tym myślom? Dlaczego miały znaczenie? Jaką historię opowiadają?
W tym miejscu wkracza Smith-Rosenberg, której nie spotkam przez kolejną dekadę: ona już nauczyła mnie, co robić. Oprócz swojego przełomowego argumentu, „Kobiecy świat miłości i rytuału” wyraźnie pokazuje, co należy zrobić, aby napisać dobrą historię. Po pierwsze, należy jasno określić, co zamierza się zrobić i dlaczego kogoś to powinno obchodzić. „Chciałabym zasugerować alternatywne podejście do kobiecych przyjaźni”, pisze Smith-Rosenberg (na tej oryginalnej kserokopii, która obecnie znajduje się w skrytce bankowej w mojej piwnicy, nawiasowałam te słowa ołówkiem i umieściłam dwa wykrzykniki na marginesie) „takie, które postrzegałoby je w kontekście kulturowym i społecznym, a nie z wyłącznie indywidualnej perspektywy psychospołecznej”.
Następnie historyk musi scharakteryzować swoje dane i powiedzieć konkretnie, dlaczego zostały wybrane. Idealnie byłoby, gdyby archiwum było łatwe w zarządzaniu i samodzielne, ale wystarczająco niejednorodne, aby można było wyciągnąć uogólniające wnioski. Pisząc przeciwko eksperckiej wiedzy wytworzonej przez mężczyzn na temat kobiet, Smith-Rosenberg zaproponowała interwencję, która była mi znana z lektury radykalnego feminizmu: w jej artykule kobiety mówiłyby same za siebie, ucząc nas czegoś zupełnie nowego o XIX wieku i kondycji bycia białą kobietą z klasy średniej w tym momencie. Listy i pamiętniki, „które nigdy nie miały zostać opublikowane”, napisała Smith-Rosenberg (podkreśliłam to dwiema linijkami), „pozwalają historykowi zbadać bardzo prywatny świat emocjonalnych realiów kluczowych zarówno dla życia kobiet, jak i dla rodziny klasy średniej w XIX-wiecznej Ameryce”.
Ale było coś więcej. Emocjonalne realia, na które wskazywała Smith-Rosenberg, były znajome: te młode kobiety, przeznaczone do małżeństwa z mężczyznami, były również głęboko w sobie zakochane. W tamtym czasie ujawniłam się jako lesbijka na historycznie męskim uniwersytecie. Z wyjątkiem moich radykalnych feministycznych przyjaciół, byłam całkowicie niewidoczna jako osoba seksualna i feministka.
Nagle po przeczytaniu artykułu Smith-Rosenberg nie tylko dowiedziałam się czegoś o historii, ale także zrozumiałam emocjonalną rzeczywistość, która wcześniej mi umykała. Zrozumiałam, że quasi-podziemna, erotyczna, często niespełniona intensywność naszych intelektualnych i społecznych relacji jako młodych feministek nie była nowa ani wyjątkowa, ani nie była seksualnym objazdem wymagającym korekty. Nie był to nawet zbiorowy los. Nasze wyłaniające się lesbijskie tożsamości były raczej historyczne, w najbardziej precyzyjnym znaczeniu tego słowa, i współistniały z innymi historycznymi możliwościami. „Kwestia kobiecych przyjaźni jest szczególnie nieuchwytna” – to słowa, które podkreśliłam na stronie trzeciej. „Wiemy tak niewiele, a może zapomnieliśmy tak wiele.”
Nie potrafię opisać, jaką ulgą było ponowne połączenie mojej napiętej intelektualnej i erotycznej teraźniejszości z prawdziwą przeszłością. „Z pewnością Molly i Helena były kochankami” (zakreśliłem to zdanie, dodając więcej wykrzykników) „emocjonalnie, jeśli nie fizycznie”.
„Kobiecy świat miłości i rytuału” otworzył drzwi, przez które przeszłam i nigdy nie zawróciłam, mimo że nie zdecydowałam się na studia historyczne przez kolejne pięć lat. Zostałam pisarką.

Kobiety grające w grę blef ślepca, narysowane w 1803 roku. Zdjęcie za pośrednictwem CrossMyT.com, domena publiczna, za pośrednictwem Wikimedia Commons.
Co więcej, pod kierunkiem Smitha-Rosenberga zacząłem myśleć inaczej, dostrzegając wzorce, dynamikę społeczną i działania tam, gdzie wcześniej ich nie widziałem. Smith-Rosenberg sprawiła, że „zobaczyłam” kobiety w historii, kobiety, które już tam były, zajmowały się swoimi sprawami i czekały, aż je zobaczę. Spędzając jedno popołudnie w archiwach, potem kolejne i kolejne, zdałem sobie sprawę, że kobiety na Szlaku Oregońskim były, jak napisała Smith-Rosenberg, „doskonałym przykładem tego rodzaju zjawisk historycznych, o których większość historyków coś wie, o których niewielu myślało i o których praktycznie nikt nie pisał”. Jest to mniej więcej tak eleganckie stwierdzenie dotyczące projektu historii kobiet, jaki powstał w ramach radykalnego feminizmu lat siedemdziesiątych, jakie kiedykolwiek można znaleźć.
Byłem oczywiście małą rybką w feministycznym morzu, które teraz ponownie rozważam jako naukowiec, który spędził całe życie ucząc się rzemiosła historyka. Nie wiedziałem wtedy, ale wiem teraz, że intelektualny wpływ tego artykułu, nawet gdy został źle odczytany lub nadinterpretowany, był już ogromny. Moje obecne badania w archiwach radykalnych feministycznych intelektualistek ujawniły, że prawie każda aktywistka nadążała za pracą pierwszego pokolenia historyczek. W dokumentach Kate Millett znalazłam opatrzoną przypisami kopię pracy doktorskiej niemieckiej historyczki Claudii Koonz. Znalazłam kopie „The female world of love and ritual” w pięciu oddzielnych kolekcjach radykalnych feministek, a także inne artykuły opublikowane w Signs i Feminist Studies. Spostrzeżenia Smith-Rosenberg były kluczowe dla przełomowego eseju Adrienne Rich z 1980 roku, który położył podwaliny pod koncepcję, że seksualność jest społecznie skonstruowana, „Obowiązkowa heteroseksualność i lesbijska egzystencja”.
Co ważne, kiedy badania feministyczne zaczęły definitywnie odchodzić od kontekstu ruchu, a historia kobiet stała się prawdziwą dziedziną i wielopokoleniowym projektem, „Kobiecy świat miłości i rytuału” pozostał znaczący. W wydanym jesienią 2000 r. numerze The Journal of Women’s History Leila Rupp określiła jego znaczenie jako „z pewnością najczęściej cytowanego artykułu na temat związków kobiet”. Oczywiście zgadywała: Google Scholar nie wystartował w wersji beta przez kolejne cztery lata. Dziś to cenne narzędzie online zawiera 1 786 cytowań. Co ciekawe, w przypadku artykułu opublikowanego czterdzieści lat temu, 68 z nich znajduje się w artykułach opublikowanych w ostatnim roku.
„Kobiecy świat miłości i rytuału” podkreślił centralne zaangażowanie historii kobiet w feministyczną transformację dyscypliny, do której kobiety zaczynały wkraczać w znaczącej liczbie. Te pierwsze piętnaście lat cytowań ujawnia gwiazdorską obsadę historyków lub, jak my, studenci historii, którzy byli również kobietami, nazywaliśmy je w latach 80-tych, The Big Girls: Mary Ryan, Linda Kerber, Estelle Freedman, Blanche Wiesen Cook, Leila Rupp, Nancy Cott i Ellen DuBois. Cook, Freedman, Rupp i antropolożka Esther Newton, podobnie jak Adrienne Rich, przyjęły zaproszenie Smith-Rosenberg do napisania historii lesbijek.
To z kolei położyło podwaliny pod historię queer. Jak napisała historyczka Molly McGarry, „zanim historia seksualności została w pełni ukonstytuowana jako dziedzina badań, Smith-Rosenberg zaoferowała zwodniczo prosty, ale oszałamiająco produktywny wgląd w związki osób tej samej płci”. Jego argumenty dotyczące białych kobiet z klasy średniej pozostały nawet potężne dla własnych dwudziestopierwszowiecznych studentów McGarry’ego „ponad granicami rasy i klasy, a także czasu”.
Chcę wysunąć jeszcze jedno twierdzenie na temat „Kobiecego świata miłości i rytuału” i pracy politycznej, jaką wykonał, aby wprowadzić spostrzeżenia radykalnego feminizmu do zawodu historyka. Sprawiła, że archiwa stały się widoczne, a pozostałości życia kobiet kolekcjonowalne. Parafrazując ważny przegląd źródeł dotyczących historii Afroamerykanek dokonany przez Deborah Gray White w 1987 roku, zainteresowanie tematami historycznymi pobudza kolekcjonerstwo i tworzenie wyspecjalizowanych archiwów. I odwrotnie, twierdzenie, że „nie ma archiwów” utrwala i usprawiedliwia brak zainteresowania marginalizowanymi lub celowo zapomnianymi tematami.
Archiwa miały znaczenie: podobnie jak pokazanie, że historia kobiet zasługuje i wymaga tak rygorystycznej analizy historycznej, jak życie prezydentów, biznesmenów i przywódców związków zawodowych. To z kolei wymagało takiej metodologicznej uwagi, jaką wykazał się „Kobiecy świat miłości i rytuału”. Przed 1975 rokiem praca feminizmu w historii – nierzadko wykonywana w kontekście podnoszenia świadomości i zaszczepiana na pierwszych kursach studiów kobiecych – odkrywała i kuratorowała „zagubioną” przeszłość kobiet, odczytując ją przez feministyczną teraźniejszość. Duża część tej pracy polegała na obalaniu mizoginistycznych mitów na temat kobiet, które nawiedzały teraźniejszość: czarownice, kompleks Madonny-dziwki lub Mammy-Jezebel, przekonania religijne lub rasowe, które stygmatyzowały kobiety, czy uprzedzenia Marksa i Freuda. Badania te były produktywne w podsycaniu działań politycznych, ale często były prezentystyczne, spekulatywne i nie opierały się na dowodach.
W tym kontekście, oprócz bycia dobrą historią, „Kobiecy świat miłości i rytuału” był rodzajem manifestu, który wymagał od feministycznych intelektualistek, aby zwróciły się w stronę empirii. Był to szablon tego, jak feministki mogą nie tylko przełamywać granice, ale także dosłownie tworzyć historię. Smith-Rosenberg zasygnalizowała, że feministyczna nauka dojrzała na tyle, by wyjść poza swoje interdyscyplinarne środowisko i zająć się samymi dyscyplinami. Jako taki, „Kobiecy świat miłości i rytuału” był dziełem rzecznictwa. Stanowiła silny argument, że historia kobiet nie wyłoni się tylko z obalenia patriarchalnej ideologii i fałszywej świadomości, ale z feministycznej pracy archiwalnej, teorii stosowanej i metody historiograficznej.
Wreszcie, z bogatymi cytatami do materiałów, które leżały niewykorzystane w kolekcjach rękopisów, „Kobiecy świat miłości i rytuału” rzucił poważne wyzwanie tym, którzy twierdzili, że historia kobiet nie ma podstaw archiwalnych, aby w ogóle być dziedziną.
Sukces tego wyzwania jest powodem, dla którego wielu z nas, w tym ja, wykonuje dziś tę pracę.
