Władimir Putin eliminuje konkurencję
Ten miniony tydzień był bardzo pracowity w Europie Wschodniej. W Rosji, Aleksiej Nawalny, najbardziej znany przeciwnik reżimu Władimira Putina, zmarł w syberyjskiej kolonii karnej, w której był przetrzymywany od sierpnia ubiegłego roku, podczas gdy drobny epizod dramatu wyborczego dobiegł końca: pół-opozycja, pół-system Borys Nadieżdin próbował ubiegać się o prezydenturę z otwarcie antywojennym programem.
Chociaż dokładne przyczyny śmierci Nawalnego, ogłoszone przez rosyjską administrację więzienną 16 lutego, pozostają niejasne w chwili pisania tego tekstu, jasne jest, że reżim kremlowski nienawidził Nawalnego i chciał go zniszczyć. W więzieniu Nawalny stanął przed próbą charakteru. Rosyjski system penitencjarny, znany ze swojej skłonności do okrucieństwa i torturowania więźniów nawet bez dodatkowej zachęty, tym razem działał na rozkaz z góry i wykorzystał wszelkie dostępne środki, aby pobyt opozycjonisty w więzieniu stał się koszmarem. Od początku było jasne, że reżim chce zniszczyć Nawalnego, zarówno fizycznie, jak i psychicznie.
Śmierć Aleksieja Nawalnego nie jest pierwszym zabójstwem politycznym w putinowskiej Rosji i na tym etapie nie ujawnia żadnej nowej prawdy o reżimie. Z pewnością nie jest to wydarzenie, które powinno przyćmić codzienne ukraińskie ofiary rosyjskiej agresji. Jest to jednak śmierć symboliczna. Przypomina nam o losie więźniów politycznych, nie tylko w Rosji. Politycy opozycji: Vladimir Kara-Murza i Ilya Yashin odsiadują tam drakońskie wyroki.
W międzyczasie wysiłki Borysa Nadieżdina spełzły na niczym, nawet po zebraniu imponującej liczby 200 000 podpisów. Rosyjska komisja wyborcza zdecydowała, że około 10 000 z nich nie spełnia kryteriów.
I to było to, emocje się skończyły. Po zablokowaniu jego kandydatury, Nadieżdin nie będzie ubiegał się o urząd prezydenta, notatki Vertska. Po raz kolejny okazało się, że niedemokratyczne wybory nie są skutecznym narzędziem do obalenia dyktatury, a nawet do jej zniszczenia.
Przez kilka tygodni Nadieżdin znajdował się w centrum zainteresowania mediów. Setki tysięcy Rosjanek i Rosjan poparło jego kandydaturę, stojąc w mroźnych temperaturach w kolejce do siedziby jego kampanii, by podpisać się swoim nazwiskiem, zgodnie z wymogami prawa wyborczego.
W drugim tygodniu lutego media skupiły się na wizycie amerykańskiej osobowości telewizyjnej Tuckera Carlsona. Ten zagorzały zwolennik Trumpa i teoretyk spiskowy był kiedyś dziennikarzem, ale wydaje się, że rozstał się z zawodem, ponieważ nawet Fox News już go nie chce.
Carlson udał się do Moskwy, aby przeprowadzić wywiad z Władimirem Putinem, twierdząc, że Amerykanie nie mieli szansy poznać punktu widzenia rosyjskiego prezydenta.
Nie zauważył, że Putin zawsze mógł swobodnie rozmawiać z zagraniczną prasą, w tym amerykańską. Ale Putin woli nie mieć do czynienia z prawdziwymi dziennikarzami i czekał na kogoś takiego jak Carlson, który słuchałby z szeroko otwartymi oczami jego wykładu na temat wczesnośredniowiecznej historii Rosji.
I zapisałem moje natychmiastowe wrażenia z wywiadu dla Krytyki Politycznej. Niewiele było w nim zaskakującego, ale też nie mam nic uspokajającego do zaoferowania. To prawda, że niewielu Amerykanów obejrzy lub wysłucha tego wywiadu w całości. Ale miliony będą go konsumować w formie krótkich fragmentów, wybranych przez spin doktorów Trumpa i wyrwanych z kontekstu, aby potwierdzić ich tezy.
Szkody zostały wyrządzone, a partyzanci MAGA znajdą w tym wywiadzie paliwo – jeśli jest to odmiana niskooktanowa. To znaczy, chyba że obrażą się na rosyjskiego prezydenta za jego nieoczekiwanie ciepłe słowa pod adresem Bidena. Putin stwierdził bowiem wprost, że wolałby, aby wybory prezydenckie w USA wygrał urzędujący prezydent, który jego zdaniem jest kompetentny i przewidywalny. Takie są gierki Kremla.
Wyraźnie widać, że wybory w USA są dla Rosjan bardziej ekscytujące niż ich własne, gdzie wszystko zostało już dawno ukartowane.
Wojna na Ukrainie: optymizm w deficycie
Wydarzały się ważniejsze sprawy niż przygoda Carlsona na Kremlu.
W przeddzień drugiej rocznicy rosyjskiej inwazji, ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski zdymisjonował swojego głównodowodzącego, generała Walerija Załużnego. Tym razem definitywnie: pierwsza próba zwolnienia generała została przerwana pod koniec stycznia. .
Tym razem nie udało się przekonać generała do ustąpienia. Podobno nawet zachodni sojusznicy interweniowali, nie widząc powodu do jego usunięcia. Afera pozostawiła posmak skandalu w Ukrainie i ogólne przekonanie, że Zełenski i tak dopnie swego. Prerogatywa prezydenta pozwala mu na odwoływanie dowódców armii, a generałowie są bezbronni w starciu z prezydentem.
Na początku lutego osiągnięto porozumienie. Generał Ołeksandr Syrskij, dotychczasowy dowódca sił lądowych, zastąpi Załużnego na stanowisku dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy.
Od momentu, gdy intencje Zełenskiego wobec Załużnego stały się jasne, na Ukrainie pojawiło się wiele negatywnych nastrojów. Podobnie jak armia, Załużny cieszył się dużą popularnością wśród społeczeństwa.
W międzyczasie rząd Ukrainy zaczął tracić poparcie w sondażach opinii publicznej. Jest to konsekwencja skandali korupcyjnych i nieudolnych prób ograniczenia wolności słowa, o których Olga Worożbyt, redaktorka magazynu Ukrainian Weekly, wrote dla Krytyki Politycznej.
Powodzenia na froncie i malejąca perspektywa zakończenia wojny sprawiły, że prezydent Zełenski i jego zespół stali się obiektem frustracji opinii publicznej. Odejście Załużnego jest powszechnie postrzegane – zwłaszcza wśród tych, którzy nie lubią Zełenskiego i jego partii politycznej – jako kolejny polityczny błąd, który szkodzi Ukrainie.
Myślę jednak, że warto cofnąć się o krok i zapytać, jakie inne dźwignie ma Zełenski, aby wyciągnąć Ukrainę z impasu.
Zmiany personalne w naczelnym dowództwie są okazją do tchnięcia świeżego powietrza w sztab generalny i zrobienia miejsca na nowe podejścia i strategie. Nie tylko wtedy, gdy poprzednie nie zawsze się sprawdzały.
Oczywiście może się również okazać, że zmiana pogorszy trudną sytuację kraju. Generał Syrskij, który dowodził obroną Kijowa i kontrofensywą na Charków w 2022 roku, ma również reputację w wojsku, że nie liczy się ze stratami w ludziach, co może pośrednio odpowiadać za jego skuteczność.
A jednak Syrskiy był częścią zasadniczo defensywnej wojny od początku rosyjskiej agresji na pełną skalę. Jak dotąd, zmiana na szczycie nie okazała się tak wielkim trzęsieniem ziemi, jak się spodziewano, ja napisałem w Newsweek Polska, i z pewnością nie oznacza zdrady interesów Ukrainy. Te pozostają niezmienne. Są nimi zwycięstwo nad Rosją i trwały pokój.
Tłumaczone przez Harry Bowden
