Wypełzając z piekła: historia ocalenia z Bakhmut
Intensywne walki, naloty i ciągły huk artylerii – w takich warunkach Maksym Logvynov, strzelec i sanitariusz, udzielał pierwszej pomocy ukraińskim wojskowym. Przez kilka miesięcy pełnił służbę w pobliżu Bachmutu, miasta na linii frontu we wschodniej Ukrainie. Od czasu inwazji Rosji na pełną skalę, walka o Bakhmut stała się najdłuższą i najkrwawszą bitwą tej wojny.
„Odwiedziłem zakątek piekła”, mówi Maksym, wspominając swoją służbę w mieście. Przed wojną Bakhmut był regionalnym ośrodkiem przemysłowym zamieszkałym przez około 80 000 osób. Teraz jest w ruinie. Nie ma tam żadnych cywilów, a na obrzeżach wciąż toczą się zaciekłe walki.
Dla Maksyma nielicznymi jasnymi chwilami w ciemnościach wojny były telefony do domu. Zawsze miał telefon w dolnej kieszeni spodni bojowych. Używał go do dzwonienia do matki w chwilach spokoju.
„Wiedziałem, że nie zaśnie, jeśli nie usłyszy mojego głosu. Dla niej był to sens życia” – mówi. Komunikacja telefoniczna była pomostem do alternatywnej rzeczywistości pokoju. Kilka słów pozwalało mu przetrwać kolejną godzinę, dzień, noc, tydzień. „Mamo, cześć. Wszystko w porządku” było czasem wszystkim, co udawało mu się powiedzieć podczas wspinaczki na wzgórze z dala od swojej pozycji.

Podczas wojny Maksym nigdy nie przestał tęsknić za domem. Nie służył w wojsku przed inwazją na pełną skalę i nie miał żadnych umiejętności bojowych. Był budowniczym, który dorastał w Putiwlu, spokojnym miasteczku w regionie Sumy. Z mniej niż 20 000 mieszkańców, ale bogatą historią, Putiwl leży nad brzegiem Sekwany, około 20 kilometrów od granicy z Rosją.
.
W dniu 24 lutego 2022 r., kiedy rozpoczęła się inwazja na pełną skalę, miasto zostało całkowicie otoczone przez wojska rosyjskie. Gdy na obrzeżach Putiwla wybuchały pociski kasetowe z rosyjskich wyrzutni rakiet Smerch, Maksym zdecydował się udać na front. Wiosną, po miesiącu szkolenia wojskowego, został wysłany na front. Jego miasto zostało już wyzwolone przez ukraińskie siły zbrojne, ale inny front go potrzebował.
Na służbie w Zero
„Zero” – tak ukraińskie wojsko określa współrzędne na mapie, gdzie zaczynają się pozycje wroga. Jest to linia, na której rozpoczynają się intensywne bitwy, a sprawy stają się kwestią życia i śmierci.
„Za każdym razem, gdy otrzymujesz misję bojową w Zero, wiesz, że może to być twoja ostatnia bitwa”. Maksym wspomina swoją najtrudniejszą misję. Wtedy wszystko od razu poszło nie tak. Ostrzał tylko się nasilał. Nie miał czasu zadzwonić do matki.
Pomagając rannemu żołnierzowi, przegapił gwizd moździerza. W okopie obok niego nastąpiła eksplozja, głośne dzwonienie w głowie, błysk ognia i wstrząs mózgu. Metalowe fragmenty materiału wybuchowego zwaliły go z nóg. Hełm uratował mu głowę, ale odłamki trafiły w żebra i nogi. Jego prawa noga była pokryta krwią, z oderwanymi dwoma palcami, rozerwanymi mięśniami i naczyniami krwionośnymi. Lewa ręka Maksyma również została zraniona, ale pozostała nienaruszona. Głównym ciosem był telefon, który trzymał w kieszeni spodni, mając nadzieję, że jeszcze usłyszy głos matki.
Maksym z trudem założył opaskę uciskową na krwawiącą nogę: „Traciłem krew i prawie straciłem przytomność. Ale wzmacniała mnie myśl, że muszę przeżyć, bo inaczej moja matka nie przeżyje”. Musiał natychmiast się stamtąd wydostać, ale w pobliżu nie było żadnej pomocy. Ostrzał moździerzowy wciąż się nasilał.
„Będę musiał ewakuować się na własną rękę”, zdecydował Maksym. Zaciskając zęby, skradał się w kierunku, gdzie miało znajdować się ukraińskie wojsko. Musiał czołgać się na dłoniach po żwirze i gruzach. Był w szoku, więc nie jest pewien, jak daleko zaszedł, ale skóra na jego dłoniach została całkowicie zdarta.
„Jego ciotka, odwiedzająca szpital z jego matką, zapytała go, dlaczego jego dłonie są tak poobijane. Odpowiedział: „Ciociu Lyus, czołgałem się z ranami na rękach przez coś, co wydaje się wiecznością”. Ale uratowanie własnego życia było warte całego cierpienia. W pobliżu ukraińskich pozycji Maksym został zabrany przez ochotników i wyprowadzony z linii ognia. Dotarcie do medyków zajęło mu cztery godziny. W szpitalu najbliżej frontu przeszedł transfuzję krwi. W kolejnym szpitalu, położonym dalej z tyłu, amputowano mu palce i piętę. Ale nawet to nie było końcem jego kłopotów.
„Mamo, nie mam już nogi„
.Maksym otrzymał większość opieki medycznej w szpitalu w Charkowie, dużym mieście we wschodniej Ukrainie. Kiedy obudził się rano po operacji, natychmiast zadzwonił do domu: „Mamo, nie mam już nogi. Lekarz powiedział, że to konieczne, by uratować mi życie”. Ponieważ ewakuacja Maksyma trwała wiele godzin, nie można było uniknąć amputacji. Maksymowi w przetrwaniu ciosu pomogła świadomość, że szczęście uratowało mu drugą nogę.
Po długiej rekonwalescencji bohater w końcu wrócił do domu. Jego powrót był jednak początkiem trudnej podróży. Maksym będzie musiał ponownie nauczyć się chodzić.
Matka rannego żołnierza, Tatiana, opiekuje się nim teraz w domu. „Czasami śni o tych strasznych dniach, godzinach i minutach. Wciąż budzi się z krzykiem”, mówi.
Rodzina Maksyma nie jest zamożna. Odpowiedni kurs rehabilitacyjny był dla nich nieosiągalny. Ale zarówno mieszkańcy Putiwla, jak i inni ukraińscy wolontariusze pomogli im. Na początku Maksym został wyposażony w nowoczesne kule, bez których poruszanie się na jednej nodze było dla niego po prostu niemożliwe.
Ale tej zimy, po tym jak spadł pierwszy śnieg, kule osiągnęły swoje granice. Aby dostać się do szpitala z domu po oblodzonej ziemi, matka musiała ciągnąć syna na sankach. Po raz kolejny uwierzyła we wsparcie innych.
Zraniona, ale niezłomna
To dzięki tym darczyńcom Maksym został przyjęty do Ukraińskiego Narodowego Centrum Rehabilitacji. Znany jako „Unbroken”, jest to wyjątkowy szpital we Lwowie, w którym weterani wojenni otrzymują specjalistyczną opiekę medyczną. Centrum specjalizuje się w chirurgii rekonstrukcyjnej, ortopedii i protetyce.
Po leczeniu przygotowawczym w tym ośrodku, Maksym czeka teraz na swoją sztuczną kończynę. Niestety, może tylko pomarzyć o najnowocześniejszej protezie bionicznej, która jest zbyt droga. Jego głównym celem jest jednak stanie na dwóch nogach i ponowna nauka chodzenia.
Największe marzenie tego bohatera jest proste i bardzo ludzkie: pójść pieszo na ryby z domu do rzeki Seim. To nie powinno być niemożliwe dla człowieka, który uciekł z samego piekła.
Tłumaczenie: Harry Bowden
