Opowieść Tamary i Mykoły o tygodniu w piekle
Według danych czernihowskiej prokuratury obwodowej, w okresie od 24 lutego 2022 r. do 1 grudnia 2023 r. w obwodzie czernihowskim wszczęto 1086 postępowań karnych na podstawie art. 438 Kodeksu karnego Ukrainy (dotyczącego naruszeń praw i zwyczajów wojennych). To historia jednej z tysięcy rodzin, które przeżyły horror okupacji.
Stara Basan, grudzień 2023 roku. Rozmawiamy z rodziną półtora roku po wyzwoleniu ich wioski od rosyjskich okupantów. Tamara jest w domu ze swoim 23-letnim synem Mykolą i trzyletnią córką Kateryną. Kolya [Mykola] właśnie wrócił z nocnej zmiany na farmie w pobliskiej wsi Yaroslavka. Mąż Tamary, Volodymyr Harbuza, jest mechanikiem i nadal pracuje. Młodszy syn, 21-letni Iwan, wyjechał z dziadkiem do regionalnego centrum Bobrowicy. Wszyscy trzej mężczyźni przeżyli i wrócili do domu z niewoli. Byli w piekle i z powrotem.

Volodymyr jest cywilnym mężem Tamary. Iwan i Mykoła Drobyazko są synami jej pierwszego męża, który zmarł dawno temu. „Pracowaliśmy w Stowarzyszeniu Ziemia i Wola”. Tamara siada na łóżku. „Tam poznaliśmy się z Wołodymyrem. Jesteśmy razem od 2012 r.” Obok niej leży ich niespokojna córeczka Katia [Kateryna].
W pierwszych dniach inwazji na pełną skalę rosyjskie konwoje jechały do Starego Basanu z regionu sumskiego. Jechały przez Nowy Bykow, Nowy Basan, Pisky, Stary Basan, a następnie przez lasy do wioski Barvytsia, która znajduje się w obwodzie kijowskim.
„Przyjechali w lutym”, wspomina Tamara: „25-go usłyszeliśmy eksplozje, a 26-go przyjechali do naszej wioski. 27 marca Rosjanie zaczęli chodzić po podwórkach. Tam, gdzie nie mogli otworzyć drzwi, podpalali je. Jeden dom, drugi… Bardzo baliśmy się spalenia żywcem. Widziałem, jak żołnierze wrzucali coś przez okna naszych sąsiadów. Z jakiegoś powodu Rosjanie myśleli, że podkładamy miny na drogach. Przyszli na nasze podwórko, było zamknięte. Zaczęli walić w bramę: „Wychodź, bo spalimy dom!”. Wyszedłem. Powiedziałem: „W domu jest dwuletnie dziecko”. A on na to: „Wyprowadź innych, bo spalimy”. Więc musiałem wszystkich wyprowadzić”.W tym czasie w domu Tamary siedzieli Mykoła, Wania [Iwan] i Wołodia [Wołodymyr], a także jej siostrzeniec Artur Hołowaty i dwóch starców: 75-letni Hryhorij Drobyazko, jej ojciec, i 85-letni Anatolij Wizerskij, jej sąsiad.
Tamara kontynuuje swoją opowieść: „Ustawili wszystkich wzdłuż ogrodzenia i oddzielili starszych mężczyzn. Zabierali ludziom telefony i oglądali ich zdjęcia. Ojciec Artura jest w siłach zbrojnych, więc wysyłał synowi zdjęcia. Weszli do domu i znaleźli mundur Mykoły. Wyrzucili go na zewnątrz. Kopali go też palcami butów pod werandą. Stanąłem przed synem i powiedziałem: „Nie ma go w ewidencji”. Rosjanie: „Gdzie są dokumenty, że został zwolniony?”. Obaj synowie byli powołani do wojska, ale zostali zwolnieni ze swoich jednostek. Ojciec zaczął mówić do Rosjan: „Chłopaki, po co tu przyszliście? Wracajcie do domu”. Powiedzieli mu, żeby się nie wtrącał. Powiedzieli, że ich chłopcy giną przez takich jak moi. Zaczęli się kłócić. Powiedzieli, że przyszli nas wyzwolić: „Ponieważ macie terrorystę na tronie. A ty”, powiedzieli, „dziadku, nie przeszkadzaj w wyzwoleniu!”.
Tamara następnie przyniosła wojskową legitymację Koli i dokumenty stwierdzające, że został zwolniony. Wojskowa legitymacja została zabrana. Zabrali też chłopców. Powiedzieli, że wrócą za pół godziny.
Kolya i Artur zostali zabrani jako pierwsi. Kolę, bo służył, a Artura, bo znaleźli zdjęcie jego ojca w mundurze. Sąsiad poszedł do domu, a potem ojciec Tamary: jego żona nie może chodzić, a on nie może zostawić jej samej na długo.
Tamara ze smutkiem wspomina to, co wydarzyło się później: „Mój mąż, moje dziecko i ja, i Wania poszliśmy do domu, ale Rosjanie już wracali. Kazali Wani i Wołodii ubrać się i iść za nimi. Błagałam ich, żeby ich nie zabierali. Powiedziałam im, że wracam do zdrowia po operacji, że mam dziecko. Obiecali, że oddadzą ich za pół godziny. Żaden z nich nie został zwrócony w ciągu pół godziny, ani następnego dnia, ani dzień później.”
Zabierali osoby starsze na przesłuchania
.„Paliło się pole – zapalił się dom mojego ojca. Gasiliśmy go, a oni do nas strzelali”, wspomina Tamara. Odwraca się, krztusząc się łzami, gdy wspomina straszliwą mękę:
„Strasznie było zostać sam na sam z dzieckiem. Ukryłam Katię u sąsiadów. Kiedy wróciłam po rzeczy dzieci, dwóch Buriatów [mniejszość etniczna federalnej Rosji] było już w domu. Wszędzie grzebali w rzeczach. Zapytałem ich: „Czego jeszcze szukacie? Zabrali już najcenniejsze rzeczy! Kiedy oddacie chłopców?”. Odpowiedzieli: „Kiedy wojna się skończy” i zapytali: „Gdzie jest wasza córeczka?”. Odpowiedziałem: „Po co wam ona? Odejdź! Stałem się odważniejszy.”
„A teraz, kiedy o tym myślę, drżę. Zabierano nie tylko młodych ludzi. Wujek Kolya Shapoval miał już 75 lat, a jego zabrali. I Saszko Smiszczenko, letni mieszkaniec. Dom Shapovala spłonął, a mieszkanie Sashko zostało zniszczone”. .
Teraz Tamara może mówić o tym spokojnie. Wtedy, jak mówi, wpadła w histerię. Straciła dwóch synów i męża jednocześnie.
„Rozbili mu głowę dla zabawy„
.„Przez całą okupację prawie nie wychodziliśmy z domu”, mówi Mykoła. Właśnie wrócił ze sklepu i rozkłada jedzenie dla swojej siostry. Opowiada historię ze swojej perspektywy: „Po tym, jak ich transporter opancerzony eksplodował w pobliżu, szukali personelu wojskowego. Zabrali nas za dom. Przyjechał inny pojazd opancerzony: 'Kim są ci ludzie? Brodaty Rosjanin z oczami jak Chińczyk powiedział: „W domu jest cały gang”. Najpierw zaczęli bić Artura. Potem mnie. Pytali o jakiegoś Łysenkę. Nie znaliśmy go. Potem przyprowadzili mężczyznę z workiem na głowie. Zrzucili go z APC i zdjęli worek”.
„Spojrzałem i to był Sashko Lysak [letni mieszkaniec]. Rosjanie zabrali go za ogrodzenie i zaczęli bić kolbami karabinów. Przyprowadzili go do mnie: „Czy to on?”. Odpowiedziałem: „Nie, nie on. Nie rozumiem rosyjskiego”. Saszko miał już coś nie tak z kręgosłupem, a oni dali mu niezłe lanie. Złamali go. Podjechał wojskowy jeep. Założyli nam worki na głowy. Z samochodu wysiadł mężczyzna i powiedział w naszym języku, a nie po rosyjsku: „Pakujcie ich”. Zostaliśmy po prostu wrzuceni na APC jak tobołki z workami na głowach i związani. Usiedli na nas i po drodze gasili papierosy na naszych ciałach. Spalili moją kurtkę, była cała spalona”.
Pokazuje kurtkę, którą nosił podczas niewoli.
Mykola mówi, że ich ręce były związane plastikowymi opaskami używanymi do zamykania toreb. Nie ma sposobu, aby je rozwiązać, a jedynie bardziej zacisnąć. Pokazuje nam blizny na nadgarstkach.
„Wojsko mówi, że ci, którzy nie służyli, nie zrozumieją. A ja mówię: „ci, którzy nie byli w niewoli, którzy nie doświadczyli piekła, nie zrozumieją”. Jest gorzej niż na froncie, bo tam przynajmniej jesteś wolny. Niewola to najgorsza rzecz, jaka może się przytrafić na wojnie”. Mykoła zapala papierosa.
Następnego dnia zabrali wszystkich mężczyzn do Nowego Bykowa. Trzymali ich w kotłowni. Mykoła kontynuuje swoją opowieść: „Nie chcę, żeby komukolwiek pękły żebra. W Nowym Bykowie były już te samochody z literą Z. Nie zdejmując naszych worków. Bez zdejmowania worków położyli nas na asfalcie i powiedzieli: „Jeśli się ruszysz, dostaniesz kulkę w łeb!”. I jak tu się nie ruszać? Jak tylko się ruszysz, ktoś podchodzi i uderza cię w żebra. A on uderzyłby cię czymkolwiek. Butami albo młotkiem. Coś się we mnie poruszyło, nie mogłem oddychać. Moje usta krwawiły, mój worek był pokryty krwią. Artur był taki sam. Ktoś do nas podszedł: „Chcesz, żebym ci strzelił w jaja?”. Potem wszystkich zabrali. Leżałem tam najdłużej, może z godzinę. A nade mną strzelali dwa razy! Nie ruszaj się, bo jak podniesiesz głowę, to cię zabiją. Powiedzieli: „Czołgaj się tutaj!”. Podczołgałem się, a worek spadł – kolejny strzał!”
„Następnego dnia – przez worek widziałem, że już świta – znów przyszedł ten, który mówił w naszym języku. Zaprowadził mojego brata do kotłowni. Usłyszałem krzyk Wani. Strzał. I cisza. Myślę: „To koniec, Wania zniknął”. Krzyczę: „Gdzie jest mój brat?”. A ten nagle przemówił do mnie w normalny sposób: „Wytnę ci dziurę w worku i zobaczysz, gdzie jesteś. Bo ja szanuję wojsko”. A potem: 'Powiedz mi, gdzie są twoi operatorzy moździerzy! Inaczej zginiesz”. Milczałem. Powalił mnie na kolana i przyłożył mi karabin szturmowy do głowy. Zapytałem: „Gdzie jest mój brat?” Zaprowadził mnie z powrotem do kotłowni, gdzie siedział Wania. Z całej siły ściągnąłem mu worek z głowy. Jego głowa została roztrzaskana. Tak dla zabawy.”
„Artur również był maltretowany. Poprosił o poluzowanie więzów, ponieważ już wcześniej pocięli mu ręce. Zaczęli więc wykręcać mu palce. Przyłożyli mu nóż do uszu, jakby chcieli je odciąć. Ma też blizny na nogach. W nocy Lysak rzucał się i przewracał, cierpiąc. Zapytaliśmy go: „Sasza, co się stało?” Odpowiedział: „Bardzo boli”. Przyszedł Rosjanin i zapytał mnie: „Co mu jest?”. Odpowiedziałem: „Bolą go plecy”. A on po prostu klepnął Saszę w plecy! „Co, bolą cię plecy? Zrobiłeś sobie krzywdę? Lysak jęknął, po czym zapytał: „Mogę dostać kawę?”. Rosjanin podniósł go za kark: „Zaraz ją zrobię”. I poszedł. Minęła godzina, minęły dwie. Rosjanin wszedł i strzelił w sufit: „Nie wychylaj się!”. A po 15 minutach usłyszałem: „Wyprowadzić rannych”. Wszyscy myśleli: kto to jest? Wyprowadzili Vovkę Vovchyka. I rozległy się strzały…”
„I odcięli mu jaja na moich oczach„
Mykoła prosi o kolejnego papierosa i kontynuuje: „Trzeciego dnia – mieliśmy jeszcze pół dnia do egzekucji – szef powiedział: 'Dajcie mi żołnierza’. Ktoś podbiegł do niego i dał mu moją legitymację wojskową. Spojrzał na nią: „Więc nie jesteś żołnierzem. Jesteś starszym żołnierzem”. Albo nie potrafili odczytać, że jestem poborowym, albo celowo to ignorowali. Zabrali mnie gdzieś. „Padnij na kolana. Twój przyjaciel zostanie teraz do ciebie przyprowadzony”. Zdejmują torbę. Widzę, że to cmentarz. Rosjanin, który mówił po ukraińsku, dał mi papierosa, zapaliłem. Potem przyprowadzili jakiegoś faceta. Widziałem go po raz pierwszy. Byli tam też ludzie z regionu kijowskiego. Miał rude włosy, ale nic więcej nie pamiętam. Zagrozili mi: „Jeśli usłyszę od ciebie jakiś dźwięk, zabiję cię!”. Nacisnęli spust i przyłożyli mi pistolet do głowy”.
„Potem założyli mi worek z powrotem na głowę i zapytali faceta: 'Czy masz żonę? Odpowiedział: „Tak. I dwójkę dzieci”. „Bijesz ją?” „Nie”. A facet uderzył go w tyłek – ups! „Bijesz ją? Potem zdejmują torbę, ściągają mu spodnie i odcinają jaja. Krew zaczęła się lać. Facet krzyczał. Byłem w szoku. Upadł na ziemię. Musiał wykrwawić się na śmierć i tam umrzeć. Potem zabrali mnie z powrotem.”
Mykoła pamięta znaki wywoławcze tych oprawców: Camel, Dukh. Rozmawiali przez radio. Dukh był tym, który mówił po ukraińsku.
Mykoła ze wzruszeniem wspomina wydarzenia następnego dnia. Mówi, że w tym momencie żegnał się ze swoim życiem: „Rosjanie przyszli gdzieś po południu: „Kto zostanie rozstrzelany?” Strażnik odstawia szklankę i nalewa kolejną. Duże, ścięte kieliszki. Zwracają się do jednego z naszych: „Czy ty będziesz rozstrzelany?” Ten odpowiada: „Nie”. Okupant sam wypił oba kieliszki: „Idź!”. Zabrali go. Padły strzały.” „Z następnym znowu to samo i kolejny drink: 'Idziesz?’. Ten był starszym mężczyzną. Wypił kieliszek i powiedział: „Pójdę. Tylko nie dotykaj młodych!”. Strażnik też wypił: „Idźcie wszyscy!”. Odprowadzili pierwszych. Potem wrócili. „Teraz ojciec i synowie”. Nie nalewali już drinków, po prostu ich wyprowadzili.” „Kazali nam zdjąć nasze worki. Kazali nam zajrzeć do dołu. A tam był Łysak z głową roztrzaskaną jak naleśnik i Wowczyk. Można ich było rozpoznać po ubraniach. Obaj byli martwi. Rusky (Rosjanin) kiwa na nich głową: „Jeden jest strzelcem, drugi obserwatorem”. O nas też kłamali, że złapano nas z karabinami szturmowymi”.
„Ponownie założyli nam worki na głowy, a my po prostu tam staliśmy. Słyszeliśmy, jak jeden z mężczyzn pyta: „Jaki, kurwa, był sens miażdżenia głowy czołgiem?”.
„Zdjęli torby i przeładowali karabin maszynowy: 'Kogo chcesz najpierw?’ Już mnie to nie obchodziło: śmierć to śmierć. Po uderzeniu młotkiem w żebra i kopnięciu butami…” „’Dukh’ kopnął nas w nogi, zmusił całą naszą trójkę do uklęknięcia. Powalił mnie do dołu z trupami. Wstałem. A potem pociągnął za spust bezpieczeństwa i nagle powiedział: „Gdyby nie twój brat, zostawiłbym cię tam z twoimi towarzyszami. Twój brat ma oczy jak mój syn”. Miał na sobie kominiarkę, ale dobrze pamiętam jego oczy – ciemnoniebieskie. Powiedział: „Uciekaj!”. I pobiegliśmy. Ze związanymi rękami… Czepialiśmy się gałęzi, upadaliśmy, pomagaliśmy sobie nawzajem i znowu biegliśmy. A za nami słychać było gwizdy i wybuchy. To nasze wojska wkraczały do wioski. Rosjanie uciekli.” Teraz rodzina stopniowo dochodzi do siebie. Ivan często miewa bóle głowy. Nie wrócił do pracy. Pomaga matce w pracach domowych, a dziadkowi w odbudowie domu. Mykoła spotyka się z psychiatrą.
„Zalecił słuchanie muzyki”, mówi Mykoła o radzie lekarza, „aby wrócić do prawdziwego życia. Ciągle pamiętam tamte wydarzenia. Czasami śni mi się, że wciąż tam jestem i że nie uciekliśmy.” Tłumaczone przez Harry Bowden
Przywieźli go na egzekucję
Ten artykuł w języku ukraińskim na stronie Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy
