„Przetrwać, wytrzymać, żyć”: Historia Natalii, która straciła nogę na wojnie, ale nie nadzieję
Pewnego listopadowego poranka 2022 roku Natalia Lichman była zajęta pracą w centrum dystrybucji żywności w Orikowie. To miasto w ukraińskim regionie Zaporoża znajduje się 10 kilometrów od linii frontu. Centrum pomocy humanitarnej okazało się nieocenione w tych najtrudniejszych czasach, a setki ludzi czekały tam w kolejce. 47-letnia Natalia pracowała w miejskim wydziale opieki społecznej.
Od początku pełnowymiarowej inwazji na Ukrainę, Orichiw cierpi z powodu ciągłego ostrzału, trwającego czasami 14 godzin. Miasto nie ma żadnych ocalałych budynków, nie ma stabilnych dostaw energii elektrycznej ani wody. Ludzie regularnie giną od bezpośrednich trafień w domy i podczas spacerów ulicami.
Nie zważając na warunki, Natalia kontynuowała pracę. Populacja miasta zmniejszyła się ponad dziesięciokrotnie od początku wojny, ale wciąż żyli tam ludzie. I potrzebowali jej pomocy.

W punkcie dystrybucji żywności, który znajdował się w szkole, ona i inni wolontariusze otrzymywali chleb i inne artykuły i rozdawali je osobom starszym.
„Opiekowaliśmy się ludźmi, którzy nie mieli nikogo, na kim mogliby polegać oprócz nas”, wspomina Natalia. „Wojna pogorszyła problemy wszystkich. Tego dnia poranek zaczął się od rutynowej pracy. Nikt nie mógł sobie wyobrazić, że w jednej chwili świat wywróci się do góry nogami”. Ręce Natalii drżą ze wzruszenia, gdy wspomina tamte wydarzenia.
Pracę wolontariuszy przerwała potężna eksplozja, a następnie szalejący pożar. Centrum znalazło się pod rosyjskim atakiem rakietowym. Pracownik obsługi technicznej zginął na miejscu, a dwie inne kobiety zostały ranne. Natalia została pochłonięta przez scenę horroru. Płomienie, dym, kurz i krzyki ludzi mieszały się ze sobą. Natalia doznała poważnych obrażeń w wyniku wybuchu i obudziła się z urwaną stopą i licznymi ranami od odłamków. Jej żebra, tułów i oczy bolały nie do zniesienia.
Natalia wyraża swoje oburzenie: „Celowali w nas, gdy byli tam ludzie. Uderzyli w niezabezpieczony budynek szkoły, otwartą przestrzeń, gdzie ludzie znajdują schronienie, gdzie czuliśmy się chronieni! Teraz, gdy czas tragedii minął, czuję, że byłam świadkiem niesamowitej zbrodni, o której będę opowiadać moim wnukom i prawnukom”. Podkreśla, że w pobliżu centrum nie było żadnego obiektu wojskowego.
Pierwszą rzeczą, jaką Natalia zrobiła po przebudzeniu wśród ruin i krwi, było wybranie numeru do najbliższej jej osoby – jej męża Oleksandra. „Sasza i nasz syn przyjechali natychmiast”, wspomina Natalia. „Mykyta miał wtedy trzynaście lat. To, co zobaczył, było przerażające: jego zakrwawiona matka z odciętą nogą, pośrodku sterty gruzu, szkła i ziemi. Stamtąd zabrano mnie do najbliższego szpitala, do wioski Tavriyske. Mój syn został przewieziony do regionalnego szpitala dziecięcego, ponieważ doznał poważnej traumy psychologicznej”.
Lekarze walczyli o każdy organ Natalii, a specjaliści z kilku oddziałów połączyli siły, aby ją uratować. Natalia przeszła szereg operacji i amputację kilku palców. Wciąż trwają operacje jej oczu. Ponadto uraz ujawnił skomplikowaną postać cukrzycy. Ostatni rok dla Natalii składał się z dwóch miesięcy w szpitalu, krótkiej przerwy, a następnie kolejnych operacji.
Natalia wciąż dochodzi do siebie po piekle, przez które przeszła, zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie. Czasami płacze. Czasami siedzi nieruchomo przez długi czas, głęboko zamyślona. Ale głównie stara się być aktywna i znów chodzić.
„Od dziewięciu lat pomagam ludziom w potrzebie. Zawsze im współczułem. A teraz znalazłem się w sytuacji, w której czuję troskę kolegów, przyjaciół i nieznajomych. Ludzka życzliwość czyni mnie lepszym. Sam bym sobie nie poradził.” Natalia codziennie wymienia wszystkich, którzy ją wspierają. Lista jest długa, ale na jej czele znajduje się najważniejsza dla kobiety osoba – jej mąż. Oleksandr opiekował się swoją żoną od momentu, gdy zobaczył ją ranną. Opiekował się nią, karmił i spędzał noce na szpitalnych krzesłach, by być przy niej w każdej minucie. Był pielęgniarzem i psychologiem. Ocierał jej łzy, uspokajał rozpacz i wspierał, gdy uczyła się chodzić z protezą.
„Miłość naprawdę leczy. Mój mąż i ja jesteśmy razem od 28 lat. I miałam marzenie, aby zatańczyć w naszą rocznicę. To była dla mnie świetna motywacja, by znów stanąć na nogi”. Uśmiechnęła się po raz pierwszy od początku rozmowy.
Natalia nie narzeka na swój los. Ale rodzinie nie jest łatwo, także finansowo. Jej renta inwalidzka wynosi około 60 euro, a renta opiekuńcza męża około 40 euro. To cały rodzinny budżet. Większość z nich wydawana jest na leki dla Natalii i jej syna Mykyty, który po wypadku ma problemy z ciśnieniem krwi. Ponadto rodzina musi wynajmować mieszkania w Zaporożu, dużym mieście przemysłowym we wschodniej Ukrainie. Ich własny dom na przedmieściach Orichowa został zniszczony w wyniku ostrzału.
Naturalnie Natalia martwi się o przyszłość swojej rodziny po wojnie. Walki zrujnowały wszystkie jej plany, więc dziś stara się żyć z dnia na dzień.
„Wszystko, czego chcę, to zwycięstwo i pokój”, mówi, trzymając za ręce swojego syna i męża, którzy siedzą obok niej. „Nie chcę ukrywać się przed straszną syreną, która wciąż rozbrzmiewa w Zaporożu. Myśli o pracy lub innych zajęciach po prostu schodzą na dalszy plan. Wszystkie moje plany można podsumować w trzech słowach: przetrwać, wytrzymać, żyć.” .
Tłumaczenie: Harry Bowden
Pierwsze kroki

Najważniejsze to przetrwać
.
Ten artykuł na stronie Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy
