Menu

Europejskie wiadomości bez granic. W Twoim języku.

Menu
×

Opowieść o żalu i zniszczeniu: historie ocalałych z bombardowania tamy w Kachowce

Zniszczenie elektrowni wodnej w Kachowce jest jedną z największych katastrof, jakie dotknęły „cywilizowany świat”. Tama zatrzymała 18 kilometrów sześciennych wody. Naukowcy uważają, że natężenie przepływu w momencie przełomu wynosiło około 90 000 metrów sześciennych na sekundę, mówi Serhij Afanasjew, dyrektor hydrobiologii w Narodowej Akademii Nauk Ukrainy. W ciągu pierwszych 3 dni do Morza Czarnego wpłynęło około 100 razy więcej wody rzecznej niż zwykle: tsunami, które zmiotło wszystko, co napotkało poniżej tamy, w tym domy, ludzi i zwierzęta.

Zmarli wystawali z wody jak świece

.

Novyi Den, który wznowił publikację w wyzwolonym Chersoniu w listopadzie 2022 roku, rozmawiał z mieszkańcem Oleszek, miasta w epicentrum tej katastrofy spowodowanej przez człowieka. Natalii Vozalovskiej cudem udało się wydostać z Oleszek: „Ludność cywilna okupowanego miasta dowiedziała się, że nasz zbiornik, jeden z największych na świecie, pękł w wyniku zniszczenia tamy. Dowiedzieli się o tym z telewizji lub od znajomych przez telefon. Nikt nie ostrzegał o skali zagrożenia. Dlatego ludzie nie byli szczególnie zaniepokojeni. Nie sądzili, że dojdzie do takiego horroru! Jednak w pewnym momencie ulicą przejechał samochód z głośnikiem. Powiedzieli, że jeśli ktoś chce się ewakuować, to w pobliżu remizy będą autobusy. Ale tych autobusów nigdy nie zobaczyliśmy. Już 6 czerwca Oleszki zostały zalane”.

„Woda, bardzo śmierdząca, pełna oleju opałowego, szalała! Ludzie wsiadali do łodzi, które się wywracały. Osoby starsze i niepełnosprawne, które mieszkały bliżej Dniepru, nie mogły się wydostać, ponieważ woda natychmiast zablokowała drzwi ich domów” – dodaje Natalia. „Tak zginęła nasza sąsiadka, która prawie nigdy nie wychodziła z domu. Takich strasznych historii jest wiele. Wiele osób weszło na strych. Domy z trzciny i adobe od razu się zawaliły. Ludzie spadali razem z poddaszem. W ten sposób dachy domów unosiły się. A w Solontsi, jak mówią, okupanci nie pozwolili ludziom wydostać się ze strychów. Były krzyki, wołanie o pomoc… Powiem tak: jeśli obejrzysz film Titanic, tutaj było znacznie gorzej.”

Mówiąc, Natalia nie jest w stanie kontrolować swoich emocji: „Ci, którym udało się uciec, uciekli w tym, co mieli na sobie. Przygarnęli ich ludzie z niezalanej części miasta. W tamtych czasach w jednym domu mieszkało 10-12 osób. Dzielili się ubraniami i jedzeniem. To, co mieliśmy, zabieraliśmy na targ i rozdawaliśmy. Mój mąż i ja mieliśmy małą gumową łódź. Mój mąż powiedział: nadmuchajmy ją na wszelki wypadek. I tak łódź została nadmuchana. Wrzuciliśmy do niej torbę z dokumentami, apteczkę, wodę pitną… Podwórko zaczęło zalewać bardzo szybko! Już po dziesięciu minutach woda sięgała nam powyżej kolan. Ledwo zdążyliśmy otworzyć bramę, aby wydostać łódź. Widzieliśmy ludzi ciągnących dzieci i zwierzęta, ratujących kogo się dało. Wiele osób nie odwiązało swoich psów, gdy te uciekały… Koty wspinały się po kominach. Wiele psów utonęło. Cały czas trwały ciężkie bombardowania Oleszek. Płonął las… Czego okupanci nie mogli utopić, próbowali spalić lub zbombardować. Przeżyliśmy ten horror z dobrymi ludźmi w niezalanej części miasta…”

. .

Natalia zapytana o to, jak w tym czasie zachowywali się w mieście okupanci i ich „administracja”, która miała dbać o ludność cywilną, wyjaśnia: „Żołnierze zabierali ludziom łodzie, żeby sami mogli uciec. Ale nie wszyscy mieli szczęście – łodzie wywracały się i niektórzy okupanci tonęli wraz z amunicją i bronią. Wśród ofiar było wielu nowo przybyłych rosyjskich żołnierzy, których nikt nie uratował. A okupacyjne „władze” Oleszek zostały ewakuowane z miasta przed powodzią. Pewnego razu poszedłem na rynek i usłyszałem płacz kobiet: „Do kogo iść, co robić, jak sprzątać topielców?”. Martwi wystawali z wody jak świece… W Oleszkach miejscowi mężczyźni, którzy wciąż mieli łodzie, zbierali zmarłych i zabierali dzieci i osoby starsze do szpitala. Potem okupanci zakazali zbierania topielców. To było straszne!”

Ludzie widzieli, że okupanci chcą ukryć skutki tragedii. Natalia wspomina: „Kiedy woda ustąpiła, okupanci wyszli na ulice, żeby sprawdzić. Na płotach napisali po rosyjsku: „Nie ma trupów”. Robili to dla własnych ludzi, żeby widzieli, gdzie już odbyła się inspekcja i skąd zabrano zmarłych. Ale nie mogli wejść wszędzie. Pod gruzami mogli znajdować się martwi ludzie. Naoczni świadkowie mówili też, że okupanci wykopywali i zabierali ciała topielców, których miejscowi zdążyli pochować. Przez pewien czas w Oleszkach utrzymywał się smród spalonych opon i trupów. Kiedy lewy brzeg zostanie wyzwolony, pojawi się wiele innych okropności.”

„Woda utrzymywała się w mieście przez dwa tygodnie. Kiedy opadła, ocaleni zaczęli po cichu wracać do swoich domów, aby zobaczyć, co zostało. Ludzie przychodzili na swoje podwórka, stawali tam, płakali i wychodzili”, kontynuuje Natalia: „Zabierali ze sobą rower albo wózek, żeby poszukać tego, co zostało. Żartowaliśmy gorzko: jedziemy na wykopaliska archeologiczne, może coś uratujemy… To takie straszne: nie ma gdzie mieszkać i nie ma gdzie umrzeć! Mieliśmy dom z zaprawy, ale na glinie. Kiedy woda wdarła się do domu, wszystkie ścianki działowe zostały uszkodzone. Rzeczy znalazły się pod kamieniami i mułem. Meble się rozpadły, zdjęcia przepadły… Nie mogliśmy nic zabrać. Straciliśmy nasz dom. Nie ma czego naprawiać. Musimy go po prostu zburzyć i odbudować. Ale nie jesteśmy już w tym wieku… Nie wiem, ile lat, może nawet dziesięcioleci, minie, zanim miasto się odbuduje. My wyjechaliśmy, ale są ludzie, którzy nie mogą. Niektórzy nie mają pieniędzy, inni mają chorych krewnych. Nie wiem, jak ludzie wciąż trzymają się na lewym brzegu. Ale chcę powiedzieć: oni czekają na wyzwolenie. My również. Powiem więcej. Na moim podwórku krzewy róż, poczerniałe od powodzi, zaczęły wypuszczać małe listki. Odciąłem martwe części – i nie mogę w to uwierzyć, ale róże wróciły do życia. Tak samo będzie z Oleshky.”

Miasta duchów

Dokładna liczba ofiar cywilnych na tymczasowo okupowanym lewym brzegu regionu jest wciąż nieznana. Volodymyr Shlonsky, lekarz z Oleshky, wspomina: „Już 9 czerwca poinformowano mnie o ponad 90 zwłokach w samych Oleszkach. (…) Mówimy o setkach ludzi.”

Władze okupacyjne obwodu chersońskiego twierdziły, że na lewym brzegu regionu zginęło tylko 48 osób. Jednak według licznych świadków liczba ta jest fałszywa. Według ukraińskiego sztabu generalnego, aby ukryć prawdziwą liczbę ofiar, okupanci pochowali zmarłych w masowych grobach bez pobierania próbek DNA lub oznaczania grobów. Wolontariusze uważają, że w samej tylko gminie Oleszki zginęło do 200 osób.

W Starej Zburyiwce w obwodzie hołoprystańskim 202 budynki mieszkalne zostały zalane lub podtopione. Viktor Marunyak, sołtys wsi, wyjaśnia: W dzielnicy Nova Kakhovka powódź najbardziej dotknęła wieś Korsunka i znajdującą się obok niej spółdzielnię dacz, która jest popularna wśród mieszkańców miasta. Burmistrz Nowej Kachowki Volodymyr Kovalenko powiedział, że „Korsunka jest teraz wioską duchów”: „Większość domów jest zniszczona lub nie nadaje się do zamieszkania. Nie ma elektryczności ani wody. Prawie wszyscy ludzie wyjechali – niektórzy do okolicznych wiosek, niektórym udało się uciec do Europy przez Krym i Rosję. Nadbrzeżna część wsi Dnipryany również została zniszczona przez wodę”.

Nienazwana wioska zalana po zbombardowaniu tamy w Chachowce. | Foto: Oleksandr Korniakov
Nienazwana wieś zalana po bombardowaniu tamy w Chachowce. |Zdjęcie: Oleksandr Korniakov
.

Zniszczenie tamy Kakhovka spowodowało wyciek 150 ton ropy do rzeki. Tysiące hektarów lasów zostało zalanych, zabijając lub narażając na niebezpieczeństwo dużą liczbę ptaków i zwierząt.

Wsie i miasteczka położone nad brzegiem zlikwidowanego zbiornika Kachowka borykają się z niedoborem słodkiej wody. Według Igora Pylypenko, profesora geografii na Chersońskim Uniwersytecie Państwowym, ponad 400 000 hektarów ziemi w regionach Chersonia i Zaporoża jest pozbawionych nawadniania i wody pitnej. „Wpływ tych wszystkich czynników na środowisko stawiam na ostatnim miejscu”, mówi. „To będzie katastrofa przede wszystkim dla ludzi, którzy tam mieszkają. Natura przetrwa takie rzeczy, ale jałowe południe nie będzie już miało przewagi w uprawie roślin o wysokiej wartości”. Około 400 000-450 000 ludzi na tym obszarze nie będzie miało dostępu do wody pitnej, nie będzie mogło zajmować się nawadnianiem, a co za tym idzie, nie będzie miało pracy”.

Zbiornik Kachowka: być albo nie być?

W lipcu miejsce, w którym letnie słońce mieniło się na wodzie, zmieniło się w prawdziwy marsjański krajobraz. Upiorne szczeliny wyściełały rozległą przestrzeń usianą detrytusem, w tym pniakami z dawnego ogrodu kolektywnego gospodarstwa rolnego, starymi oponami samochodowymi, zatopioną barką przewożącą zboże i arbuzy, i tak dalej.

W lipcu oficjalnie odnotowano: „Zbiornik Kachowka już nie istnieje”. Do takiego ponurego wniosku doszli eksperci z Instytutu Hydrometeorologicznego Państwowej Służby Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy i naukowcy z Narodowej Akademii Nauk Ukrainy. Co robić? Rolnicy z obwodu chersońskiego i sąsiedniego Zaporoża, dla których woda jest jak powietrze, są zgodni: zniszczona tama musi zostać jak najszybciej odbudowana, a woda dostarczona na pola, ponieważ bez wody będzie jeszcze gorzej niż wcześniej.

Przed wojną rzeka Dniepr, a do pewnego stopnia także Ingulty, były wykorzystywane do przekształcania trudnego klimatycznie regionu ze strefy ryzykownego rolnictwa w strefę wolną od ryzyka, a nawet w źródło bezpieczeństwa żywnościowego kraju. W 2021 r. rolnicy z obwodu chersońskiego zebrali największe plony od czasu uzyskania przez Ukrainę niepodległości – 3,1 mln ton wczesnych zbóż i roślin strączkowych. Region ten jest również uważany za jeden z najlepszych w kraju pod względem uprawy melonów i warzyw.

„Bez przywrócenia nawadniania na dużą skalę, ziemie naszego regionu zamienią się w pustynię. Cała gospodarka rolna, główny sektor regionu, upadnie” – mówi Serhiy Rybalko, szef Adelaide Farming Group, członek Chersońskiej Rady Regionalnej i wiceprzewodniczący Komisji Rolnej: „Nie wszyscy na Ukrainie wiedzą, ale przypomnę, że jeden nawadniany hektar zastępuje 2-3 hektary uprawiane deszczowo. Dzięki wodzie z Dniepru przed wojną w obwodzie chersońskim uprawiano najwięcej warzyw w kraju – 14% wszystkich ukraińskich zbiorów. Nawadnianie pomogło również rozwinąć ogrodnictwo, uprawę winorośli i ryżu. I nie zapominajmy o produkcji produktów eksportowych – soi, kukurydzy, słonecznika… Co powinniśmy zrobić? Oddać ziemię, którą przekazali nam nasi pradziadkowie?”

Pozostałości rosyjskiego pocisku na dnie pustego zbiornika Chachowka. | Zdjęcie: Serhii Nikitenko
Pozostałości rosyjskiego pocisku rakietowego na dnie pustego zbiornika Chachowka. |Zdjęcie: Serhii Nikitenko
.

Opinia Serhija Rybałko i jego zwolenników nie jest podzielana przez wszystkich na Ukrainie, a w szczególności nie przez społeczność naukową. Iwan Moisienko, profesor biologii na Chersońskim Uniwersytecie Państwowym, jest nieugięty: „Szansa na przywrócenie unikalnej Wielkiej Łąki nie może zostać utracona! Wraz ze zniknięciem „morza” Kachowka, prawie 200 000 hektarów ziemi powraca do ekosystemów ukraińskiego stepu, łąk i lasów łęgowych. Natura sama się odbuduje, ale będzie to szybsze, jeśli jej pomożemy”.

Michajło Romaszczenko, znany ukraiński specjalista od rekultywacji gruntów, jest innego zdania: „Nie odzyskamy stepu na południu Ukrainy, który mieliśmy w czasach kozackich. Ziemia została zaorana, a klimat nie jest już taki sam. Bez zbiornika Ukraina pozostanie pozbawioną życia, spękaną pustynią, z burzami pyłowymi i okropną ekologią. Dlatego tama w Kachowce musi zostać odbudowana. Odbudowa elektrowni wodnej jest niezbędna. Kiedy ją budowano, nie chodziło przede wszystkim o wytwarzanie energii elektrycznej, ale o gromadzenie dużych rezerw wody. Bez zbiornika Kakhovka kraj straci ogromny zasób.”

Słusznie czy nie, istnieje postrzegana potrzeba działania. Podczas gdy dyskusje trwają, rząd Ukrainy zatwierdził rezolucję w sprawie pilotażowego projektu odbudowy tamy w Kachowce.   

.

Premier Denys Shmyhal przedstawił szczegóły podczas posiedzenia rządu: „To dwuletni projekt. W pierwszej fazie zaprojektujemy wszystkie struktury inżynieryjne i przygotujemy niezbędne podstawy do odbudowy. Drugi etap rozpocznie się po zajęciu terytoriów, na których znajduje się elektrownia wodna. Etap ten obejmuje faktyczne prace budowlane.”

Ihor Syrota, dyrektor generalny Ukrhydroenergo, państwowej spółki, która obsługuje tamy wzdłuż Dniepru, dodaje, że nowa elektrownia będzie mocniejsza: „Przed zniszczeniem produkowała 340 MW, a planowaliśmy zbudować kolejną elektrownię o mocy 220 MW.”

Przeszłość została zniszczona, a przyszłość nadejdzie tylko wtedy, gdy okupanci odejdą

.

118 zabytków kultury zostało zniszczonych przez powódź w obwodzie chersońskim, która nastąpiła po zniszczeniu tamy. Według Ołeksandra Prokudina, szefa administracji obwodu chersońskiego, 102 zabytki znajdują się na lewym brzegu regionu, a 16 kolejnych na prawym brzegu. Zalane zostały terytoria Oleszskiej Siczy [historycznego państwa kozackiego], twierdza Tiahyn w obwodzie berysławskim i XVIII-wieczny klasztor we wsi Korsunka. Dziesięć bibliotek i pięć muzeów zostało częściowo lub całkowicie zatopionych.

W Oleszkach lokalnym mieszkańcom udało się w końcu zlokalizować dom Poliny Raiko, lokalnej artystki i przedstawicielki sztuki naiwnej. Było tak, jak się obawiali: powódź prawie zniszczyła unikalne obrazy na ścianach domu. Większość dzieł sztuki rozpadła się lub została zniszczona w inny sposób.

Ale nie wszystko jest stracone. Nasza długo cierpiąca ziemia przetrwała wiele straszliwych trudności i przetrwa obecną. „Stepy i jeziora ożyją”, jak pisał nasz wielki poeta Taras Szewczenko. Tak będzie i tym razem!

Oryginalny artykuł

Oleh BaturinVasyl PiddubnyakMaryna SavchenkoAnatoliy Zhupyna – Novyi Den (Kherson)

Tłumaczone przez Harry Bowden

Go to top